Rzecznik praw dziecka zaapelował do MEN: skończcie z tłokiem w szkolnych klasach. Resort zostaje przy swoim - nie będzie ograniczeń liczby uczniów w oddziałach
O wniosku rzecznika praw dziecka Marka Michalaka do minister edukacji Katarzyny Hall pisaliśmy w czwartek. Co roku od rodziców i nauczycieli wpływają do niego skargi na przeładowane klasy. Dlatego wystąpił do minister edukacji, by określiła dopuszczalną liczbę uczniów w klasach. Nie wskazał, jaka powinna ona być, za to socjologowie społeczni nie mają wątpliwości: nie powinna przekraczać 24 osób w oddziale.
Tymczasem w Krakowie 11-latki uczą się w 35-osobowych grupach! Tak duże klasy powstają, ponieważ miasto uzależniło liczbę etatów nauczycieli, bibliotekarek i kucharek od średniej liczby uczniów w klasie. Szkołom opłaca się więc tworzyć liczniejsze grupy.
Liczebność klas ustalają samorządy. A ich logika jest prosta. Im mniej grup, tym mniej potrzeba nauczycieli. A im mniej nauczycieli, tym mniej pieniędzy idzie na ich pensje. Tyle że w takich klasach spada jakość kształcenia. Tak stało się np. w krakowskiej podstawówce nr 16. Rodzice dzieci z połączonych klas 4a i 4b podkreślają, że uczniowie, którzy wcześniej jeździli na wycieczki w nagrodę za dobre wyniki w nauce, zaczęli dostawać dwóje i jedynki.
Choć w skierowanym do minister edukacji liście Michalak alarmował, że liczne oddziały powstają z powodów czysto ekonomicznych i nie sprzyjają podnoszeniu warunków kształcenia oraz wyrównywaniu szans edukacyjnych, resort nie ma zamiaru nic z tym zrobić. W przesłanym do "Gazety" stanowisku Ministerstwo Edukacji informuje: "Ustalanie liczby uczniów w klasach powinno pozostać w gestii organów prowadzących szkoły. Jest to jedno z narzędzi polityki oświatowej, za którą odpowiadają".
Według resortu problem przeładowanych klas to przesada, a na dowód podaje on tabelki z uśrednioną liczbą uczniów w klasach w całym kraju. W podstawówkach wynosi ona 20 osób, w gimnazjach - 24, w szkołach ponadgimnazjalnych - 27. I będzie jeszcze spadać, bo mamy niż demograficzny - przypomina MEN.
- Tyle że dane statystyczne nie odzwierciedlają stanu faktycznego - podkreśla kierująca Gimnazjum nr 2 w Krakowie Gabriela Olszowska, która w okresie niżu demograficznego stworzyła 32-osobowe klasy, a 60 chętnych do nauki w jej szkole odesłała z kwitkiem. Przyznaje, że tworzenie dużych klas w krakowskich szkołach na dyrektorach często wymuszają rodzice. Wolą, by dziecko uczyło się w przeładowanej grupie, za to w uchodzącej za dobrą szkole niż w małej klasie kiepskiego gimnazjum. - Dlatego Ministerstwo Edukacji powinno stanowczo określić limity uczniów w oddziałach. Nad interesem samorządu, dyrektora szkoły czy ambicjami rodzica powinien wziąć górę zdrowy rozsądek. Ograniczenie przez MEN liczby uczniów w klasach to postulat, który od lat wysuwa środowisko nauczycielskie. To wspaniale, że rzecznik poparł je swoim autorytetem - twierdzi dyrektor Olszowska.
Pięć lat temu o uregulowanie liczby uczniów w klasach przez państwo apelowali byli ministrowie i wiceministrowie edukacji: Mirosław Handke, Edmund Wittbrodt, Irena Dzierzgowska i Wojciech Książek. Akcję zbierania przykładów przeładowanych klas w całej Polsce prowadził wtedy gdański oddział nauczycielskiej "Solidarności".
EKO-TUR INSTYTUT KSZTAŁCENIA
NIEPUBLICZNA PLACÓWKA
DOSKONALENIA NAUCZYCIELI
Zadzwoń do nas.
+48 22 841 62 08
+48 22 841 62 31
© 2009 Instytut Kształcenia Eko-Tur
Projekt i wykonanie Artnet Sp. z o.o.

Kurs Kwalifikacyjny Zarządzanie Oświatą
